Dzisiaj krótki post, pisany między zadaniami z chemii, a pracą z angielskiego;)
W końcu znalazłam płyn do demakijażu, po którego chętnie wyciągam rękę. Próbowałam wiele różnych płynów, ale zawsze kończyło się to pieczeniem moich oczu, z tą różnicą, że czasami było to mniej uciążliwe, a czasami bardziej. Jakiś czas temu stałam w Rossmanie i zastanawiałam się czego spróbować. Miałam już jakiś inny płyn w koszyku i nagle rzucił mi się w oczy płyn dwufazowy z Garniera.
Uwielbiam go:) nareszcie moje oczy nie są podrażnione, a zmywanie nim makijażu to przyjemność. Przejadę raz wacikiem po oczach i po sprawie. Szybko zmywa nawet czarny eyeliner, a z tym miałam zawsze problem. Powiem wam, że moja mama któregoś wieczoru wpadła do mojego pokoju z uśmiechem na twarzy i powiedziała, że to jest nie możliwe, że ten płyn tak szybko zmywa makijaż:)
Jesienią i zimą staram się jak najczęściej używać pomadki ochronnej, zawsze używam pomadek z Nivea. W tym roku kupiłam o zapachu borówki z maliną i szczerze powiedziawszy to najchętniej bym ją zjadła;)
Ostatnio słyszałam i czytałam kilka pozytywnych opinii o tuszu do rzęs Eveline. Między innymi na blogu
Amelki:) przeczytałam, że to najlepszy tusz na świecie.
Jego cena jest fajna, bo kosztuje on 12 zł, więc skusiłam się na niego. Testowałam go kilka dni, ale niestety nie zachwycił mnie. Moje rzęsy są długie, ale potrzebują objętości, a ten tusz nie robi z nimi kompletnie nic, oprócz nadania czarnego koloru. Poza tym ani razu nie przetrwał na moich rzęsach całego dnia, zawsze strasznie się kruszył.
Myślę, że warto go wypróbować i sprawdzić jak działa, może akurat na innych rzęsach będzie się inaczej zachowywał. Ja pewnie odłożę go na półkę i będzie leżał dopóki nie wyschnie, albo dopóki nie znajdę dla niego innego, bardziej zadowolonego właściciela:)
Pozdrawiam wszystkich;*